Forum StrefaGłosu - nauka śpiewu i emisji głosu online!
http://www.forum.strefaglosu.pl/

Ryszard Riedel
http://www.forum.strefaglosu.pl/viewtopic.php?f=74&t=4634
Strona 1 z 1

Autor:  Wyjec [ poniedziałek, 8 lipca 2013, 21:00 ]
Tytuł:  Ryszard Riedel

Dziwne że nie ma takiego wątku :o Bardziej możliwe że nie mogę go znaleźć. Ale przejdźmy do konkretów

https://www.youtube.com/watch?v=XjXwl15T4A4

https://www.youtube.com/watch?v=vHw-Zjbc04s

https://www.youtube.com/watch?v=mwABs0FsHZM

Nie wiem czy on napisał testy tych piosenek - choć jeśli zawarte tu http://dzemiryszardriedel.bloog.pl/id,5289180,title,Galeria-nie-publikowanych-tekstow-Ryszarda-Riedla,index.html?smoybbtticaid=610e8d informacje są prawdą, chciałbym zwrócić uwagę na ostatni tekst "Spowiedź" i jego podobieństwo do piosenki "Modlitwa". Ale czy jest ich autorem czy nie jest, chcę odpowiedzieć na pytanie: dlaczego to właśnie on zdołał poruszyć serca milionów ( w zasadzie mimo jego śmierci liczba ta stale rośnie ) słuchaczy? Czyżby technika śpiewu? Nie znam się na tym za bardzo... ale mi to na technicznego majstersztyka nie wygląda. Poza tym, jakby ludziom chodziło o doskonały głos ( czy też technikę ) raczej nie opuszczaliby oper. No to co? Może jego uroda czy obycie sceniczne? Może to drugie nawet ujdzie, ale według mnie te opcje odpadają. A może to nie Rysiek? Co jeśli to instrumentaliści są tym "cznnykiem X" ? Tak de facto podobają mi się ich kompozycje, i to bardzo, ale to oczywiście nie to. Śmiem twierdzić, że dżem po śmierci Ryśka... jest gorszy ( nie mówie że jest kiepski, dla mnie jest to jeden z lepszych zespołów Polskiej muzyki rockowej, tym bardziej że wokal Balcara - mimo że to nie Riedel - robi wrażenie. Odsyłam do piosenki "partyzant" :) ) . Żeby nie przeciągać, powiem co moim zdaniem jest tym czymś - jego autentyczność. Można powiedzieć - Co to ta cała autentyczność? Śpiewanie z dużą dozą emocji? - Śpiew autentyczny ( przynajmniej moja definicja tegoż zjawiska ) jest jednocześnie śpiewem emocjonalnym. Ale niekoniecznie śpiew z emocjami musi być śpiewem autentycznym. Taka matematyczna analogia : kwadrat jest prostokątem, ale nie każdy prostokąt jest kwadratem. Miałem nie przeciągać a nadal to robię <oczy> nawet pisząc że przeciągam też przeciągam. A pisząc że przciągam przeciągając... dobra koniec.
Śpiew autentyczny ( czy też raczej to co ja nim nazywam ) - to, że tak powiem, śpiewanie prosto z serducha prawdy. Może ktoś to lepiej zdefiniuje. Może lepiej dam przykład: kto będzie bardziej autentyczny? Ktoś kto smutnym głosiskiem śpiewa o śmierci ukochanego, mimo tego, że jest panną, dziewicą itd itp i miłości nigdy nie zaznała, czy też może kobieta która od kilku miesięcy jest wdową ( zakładając oczywiście że kochała męża )

Siadaj koło mnie,
To dla Ciebie jest ławka ,
Posłuchaj jak pięknie o miłości gada
Ten, który miłości nigdy nie zazna.
- Happysad

Pisze o dżemie a podaje teksty happysada -_- Może lepiej... chmmm... jak to szło....

"Gdzie nie wróce już, chyba, chyba nie"
"Pozwól mi, spróbować jeszcze raz"
"Przestałem marzyć. Kiedy człowiek przestaje marzyć - umiera"
"zawsze warto być człowiekiem, choć tak łatwo zejść na psy"
"Lubiłeś tylko czasem posłuchać jak gra
A czy pomyślałeś, skąd biorą się tacy jak on? "
"Bo najgorsze w życiu to samotnym być"
"W życiu piękne są tylko chwile"

Te suche literki nabierają mocy u człowieka, który już prawdopodobnie przeczuwa swoją śmierć, a już na pewno wie że nie zdoła pokonać uzależnienia. U jedynego człowieka, który jako jedyny jest sam pośród tłumu. Sam ze swoim głodem.

To by było na tyle mojej dziecinnej gadaniny ;) Zapraszam do rozmowy, również na temat jego techniki.

Autor:  Ptakuba [ wtorek, 9 lipca 2013, 10:35 ]
Tytuł:  Re: Ryszard Riedel

Tyle polactwa w jednym poście...

Do momentu jak zacząłeś cytować Happysad patrzyłem tylko z lekkim politowaniem na poważne filozoficzne rozważanie czegoś o czym wszyscy dobrze wiedzą, ale jak już to zrobiłeś, to zacząłem być astronomicznie zażenowany. Plus definiowanie jakichś wziętych z dupy pojęć według na bazie tylko własnych emocji, żeby jakoś podbudować wizerunek Riedla.

Autentyczność? Był raz w Must Be The Music taki raper, Biały, w castingu nawijał o tym jak to była próbuje mu zabrać prawa do kontaktu z dziećmi i jak o to walczy - walczył o swoją sprawę upubliczniając wszystko w taki sposób, ale z drugiej strony wywlekał prywatne brudy do mediów i przy okazji próbował brać ludzi na litość. W półfinale czyli drugim występie przeholował bo nawijka była o tym jak to kocha swoją mamę, matkę trzeba szanować i tak dalej. Sztaba wtedy ładnie podsumował sprawę - w jego rapie widać było samą autentyczność, a zero sztuki. W artyzmie nie chodzi o to, żeby oddawać życie jeden do jednego, chodzi o akt kreacji, a nie tylko tanie wywnętrzanie się najbardziej dziecinnymi truizmami. Riedel tworzył pewne historie itp. w swoich kawałkach, ale jednak głównie było to samo żalenie się i przy tym strasznie marny śpiew, skupiony na "autentyczności".

Wyznaję zasadę, że w muzyce najważniejsza ma być muzyka - nie tekst. Tekst ma dawać odbiorcy sygnał, o czym jest utwór, dodać coś, ale zgadzać się z naturą samego instrumentalu i warstwy muzycznej w utworze. Nie powinno być tak, że słowa są najważniejsze i za słowa się utwór lubi. Nie zabraniam, lubię jak kawałek ma świetny tekst, lubię rap i poezję śpiewaną, które w moim mniemaniu jednak nie są pełnoprawnie muzyką, a po prostu czymś lekko obok. Po prostu w gimbo-filozofii często pojawia się bredzenie o tym, jak to piękne teksty ma jakiś tani Happysad czy inny Grabaż i że to tym się cechuje ambitna muzyka, a ja wiem że najambitniejsza muzyka to najczęściej ta bez słów. Nie zaś tanie łupanie czterech akordów w prostym metrum i najoczywistszej konstrukcji kompozycyjnej.

Dżem ma ze dwa fajne kawałki (Paw najbardziej w sumie), które są w jakiś sposób ciekawe, ale reszta to nudy i kopiowanie zachodnich schematów + oczywiście użalanie się na swoje ćpanie.

Nie dorabiajmy wielkiej ideologii do byle czego.

Autor:  Nashville [ środa, 10 lipca 2013, 17:25 ]
Tytuł:  Re: Ryszard Riedel

Do rozważań nad autentycznością jeszcze wrócimy ale zacznijmy od początku.

Cytuj:
Siadaj koło mnie,
To dla Ciebie jest ławka ,
Posłuchaj jak pięknie o miłości gada
Ten, który miłości nigdy nie zazna.
- Happysad


Porównywanie tekstów Dżemu i zespołu, który piszę piękne piosenki o dupie Maryni dla napalonych gimnazjalistek nie jest na miejscu. Rzygać mi się chce jak widzę te piękne cytaty chłopaszków, którzy jeszcze do niedawna śpiewali o diable co nie śpi w nocy a jak już zrobili karierę to postanowili stać się mędrcami życia i miłości. Sorry ale ja tego kompletnie nie kupuje. Dla mnie Happysad to fani tekstów Rojka w wersji gimbazowej. Nie chcę urazić Twoich uczuć ale porównywanie tekstów Riedla do takiego czegoś budzi we mnie zażenowanie.

Mało ludzi nad tym się zastanawia ale autentyczny artysta a męczennik to dwie różne rzeczy. Dobry artysta to taki, u którego empatia jest na levelu 100. Sztuka interpretacji polega na tym, żeby się wczuć. Ktoś śpiewa jakiś kawałek i istotą dobrego wykonania jest wejście w umysł podmiotu. Żeby śpiewać o bólu nie trzeba sobie wkładać parasolki do dupy, tylko trzeba się wczuć. Zobaczcie chociażby Chrisa Martina z Coldplaya. Śmieje się i żartuje na scenie po czym zaczyna grać np. "Trouble", który jest mimo wszystko smutnym kawałkiem. Nie widziałem, żeby się biczował albo coś w tym stylu zanim wykona smutny numer. Pisanie tekstów to zabawa słowem i wczuwanie się w różne postaci. Jack Nicolson jako aktor (też dziedzina artystyczna), żeby zagrać w Lśnieniu nie musiał ganiać żony z siekierą - przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo. Potwierdza to tylko, że o miłości może śpiewać ktoś, kto ją przeżył ale także ktoś kto jej nie przeżył, co za tym idzie kolejny raz gimbazowe tezy tego z Happysadu są tyle warte co i nic.

Cytuj:
Te suche literki nabierają mocy u człowieka, który już prawdopodobnie przeczuwa swoją śmierć, a już na pewno wie że nie zdoła pokonać uzależnienia. U jedynego człowieka, który jako jedyny jest sam pośród tłumu. Sam ze swoim głodem.


Narkotyki były sporym czynnikiem inspirującym, jeżeli chodzi o Riedla. Jego smutne piosenki to troszkę wołanie o pomoc i jego wewnętrzne emocje w czasie walki z nałogiem.

Cytuj:
Autentyczność? Był raz w Must Be The Music taki raper, Biały, w castingu nawijał o tym jak to była próbuje mu zabrać prawa do kontaktu z dziećmi i jak o to walczy - walczył o swoją sprawę upubliczniając wszystko w taki sposób, ale z drugiej strony wywlekał prywatne brudy do mediów i przy okazji próbował brać ludzi na litość. W półfinale czyli drugim występie przeholował bo nawijka była o tym jak to kocha swoją mamę, matkę trzeba szanować i tak dalej. Sztaba wtedy ładnie podsumował sprawę - w jego rapie widać było samą autentyczność, a zero sztuki. W artyzmie nie chodzi o to, żeby oddawać życie jeden do jednego, chodzi o akt kreacji, a nie tylko tanie wywnętrzanie się najbardziej dziecinnymi truizmami. Riedel tworzył pewne historie itp. w swoich kawałkach, ale jednak głównie było to samo żalenie się i przy tym strasznie marny śpiew, skupiony na "autentyczności".


W hip-hopie masę muzyków chce być autentyczna, problem w tym, że większość z nich ściga się w tym, kto miał bardziej biedne życie, kto jest bardziej ubogi i kto się wychował w większej patologii. Programy typu talent-show zwykle muszą wzbudzać litość słuchaczy. Te bardziej komercyjne stacje są w stanie powiedzieć, że coś jest lepsze, coś gorsze, coś się nie nadaje, coś się nadaje, ogólnie zrobić show. W takich programach jak np. The Voice Of Poland pokazanie płaczącej mamusi jak synek śpiewa to +10 000 głosów, także sorry ale cała ta otoczka mi się nie podoba. Zauważyłem, że jak w telewizji jakaś dziewczyna zaczyna drzeć gębę i fałszować, poza tym ma krzywe nogi, żółte zęby i zakręcony nos to wystarczy powiedzieć, że jest nieziemsko piękna i większość ludzi to kupi. Tak samo z facetami. Przychodzą śpiewać kawałki Stinga, obniżają sobie o pół oktawy i jeszcze omijają wszystkie górki robiąc z nich jakieś liche ballady, śpiewane na skali 8 dźwięków. Nie kupuje tego, dlatego nie jestem miłośnikiem tych wszystkich programów. Wiele razy już mówiłem, że dla mnie np. z X-Factora 2 postaci są charakterystyczne: Genek Loska i Dawid Podsiadło. Nagrali coś, widać było, że są coś w stanie stworzyć. Genek oczywiście opowiadał, że był alkoholikiem, ćpunem, czym sobie pewnie zapunktował u widowni, nie zmienia to faktu, że jako artysta w pełni się obronił. U Dawida nie widziałem monologów o biedzie i patologii, także od początku go lubiłem.

Cytuj:
Wyznaję zasadę, że w muzyce najważniejsza ma być muzyka - nie tekst. Tekst ma dawać odbiorcy sygnał, o czym jest utwór, dodać coś, ale zgadzać się z naturą samego instrumentalu i warstwy muzycznej w utworze. Nie powinno być tak, że słowa są najważniejsze i za słowa się utwór lubi. Nie zabraniam, lubię jak kawałek ma świetny tekst, lubię rap i poezję śpiewaną, które w moim mniemaniu jednak nie są pełnoprawnie muzyką, a po prostu czymś lekko obok. Po prostu w gimbo-filozofii często pojawia się bredzenie o tym, jak to piękne teksty ma jakiś tani Happysad czy inny Grabaż i że to tym się cechuje ambitna muzyka, a ja wiem że najambitniejsza muzyka to najczęściej ta bez słów. Nie zaś tanie łupanie czterech akordów w prostym metrum i najoczywistszej konstrukcji kompozycyjnej.


Tutaj się niestety nie zgodzę z Tobą. Tekst to podstawa przekazu. Jest bardzo ważny, bo później wychodzą Jule i Dody. Nie zmienia to faktu, że muzyka jako isntrumental i melodia muszą być dobre. Bogaty aranż i fajne zrobienie kawałka sprawia, że chce się go słuchać i nie jest pusty, także moim zdaniem słowa są bardzo ważne, co nie ujmuje ważności muzyce.

Co do Happysadu już pisałem a co do Grabaża to właśnie też jakoś go nie mogę słuchać. Moim zdaniem to podobna filozofia do Happysadu, też są jakieś takie grafomańskie odwołania poetyckie a dodatkowo refreny to 10 razy powtarzanie tego samego wersu. Nie zmienia to faktu, że miał też kilka dobrych teksów, jednak spora część tych granych w radiu jest na serio słaba.

Dla mnie jeden z najlepszych tekstów jakie słyszałem to od dłuższego czasu:
Coma - 0 RH+
Coma - Wrony
Lady Pank - Zamki Na Piasku

To są artyści autentyczni i potrafiący się wczuć. Z tym, że Rogucki to pełną gębą artysta, urodzony artysta w 200%.

Autor:  Ptakuba [ sobota, 13 lipca 2013, 10:52 ]
Tytuł:  Re: Ryszard Riedel

Nie do końca mnie zrozumieliście z tym, że tekst jest mniej ważny od muzyki, albo nie chcieliście doczytać do końca.

Po pierwsze nie chodzi mi o to, że instrumental jest bezwzględnie ważniejszy od linii wokalnej/wokalnych, bo bo śpiew to jednak też element muzyki.
Powiem to tak: denny tekst może zepsuć utwór i na to należy zwracać uwagę, ale nie powinno się działać w drugą stronę i mocnym tekstem ratować beznadziejnej muzyki - wtedy otrzymujemy coś na kształt nieudolnej poezji śpiewanej lub nieudolnego rapu. Dla mnie po prostu granie w kółko czterech akordów i piękna, autentyczna i bogata liryka to nie jest coś muzycznie dobrego do słuchania, a zwyczajnie literackie dzieło.

Muzyka ma w mojej filozofii własny przekaz, własną liryczną naturę i tekst ma być jedynie katalizatorem dla ukazywania tego przekazu odbiorcom. Dlatego, tak jak na ogół ludzie uznają kawałek z tekstem o byle czym na tle bogatego instrumentalu za kawałek o byle czym, tak ja również kawałek z nudnym instrumentalem o byle czym i tekstem o czymś uznaję za kawałek kulawy.

Muzyka sama w sobie ma po prostu zawsze stać na pierwszym miejscu - tak jak oczywistym dla idealistycznego spojrzenia artysty jest, że nie może nad muzyką w hierarchii stać pieniądz czy sława, tak ja uważam przy tym, że nie powinna również nad muzyką (w utworze muzycznym) stać liryka czy popisy techniczne.

Autor:  noONE [ poniedziałek, 24 listopada 2014, 22:14 ]
Tytuł:  Re: Ryszard Riedel

Jest na te dywagacje proste podsumowanie.

Zajebista muzyka + wokal do dupy = muza jest słaba
Słaba muzyka + zajebisty wokal = muza jest dobra

Wiem, że troszkę uogólniam... Ale często tak bywa :)))

Strona 1 z 1 Strefa czasowa: UTC [ DST ]
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group
http://www.phpbb.com/
Update by http://www.luzaki.org