Ja tam nie kogucę... Mam tylko wrażenie, że za każdym razem jak śpiewam, to odczuwam zmiany w wysokości głosu. Raz góry idą git, raz pcham je nie wiadomo jak, raz doły mam takie, jak u jakiegoś basa, później doły znikają i góry znikają, hehe :/ Największe zdziwienie jest jak są i doły i góry. (Czy to kwestia psychiki? Bo, żeby codziennie inaczej... Najbardziej irytujące jest to, że nie mogę zrobić rzeczy, które wcześniej nie sprawiały żadnego problemu :/) Co do brzmienia, nie wydaje mi się, żeby zmieniało się tak jak wysokość, bo w tym przypadku nie słyszę jakiejś różnicy. Oczywiście domyślam się, że ostatecznie doły, których nie używam w śpiewaniu (no, czasem podczas rozmowy, żeby zaszpanować niskim głosem z dużym frajem, oczywiście jak mam te dolne partie) zostaną, a góry znikną?
Jak ja się cieszę, hehe! Osobiście nie lubię niskich głosów bo wydają mi się mało dynamiczne i takie ograniczone, gdy te wysokie, lekko manewrują, (latają) głosem, niskie są, tak jakby przywiązane do kowadła i tak zarzucają tym kowadłem... Takie moje odczucia.
