UWAGA: ostry fałsz, tylko dla ludzi o wytrzymałych bębenkach.
Witam.
A więc gram na gitarze kilka latek, różne przygody z zespołami, aktualnie też tworzę z kolegą coś innego (nowy gatunek), ale przeważnie wokół rocka moje perypetie muzyczne oscylowały.
I nigdy nie lubiłem śpiewać, unikałem tego (w liceum przypadkiem znalazłem się w zespole wokalnym.. początkow miałem grać na gitarze tylko
![krzywy :]](./images/smilies/krzywy.gif)
..) chociaż mówiono mi że mam potencjał i mógłbym grać i śpiewać.
Zawsze olewałem to i grałem na gitarze, ograniczając śpiew do ogniskowych przymusów itp. Po prostu nigdy nie podobał mi się mój głos, chociaż jakieś panowanie nad melodią miałem, 3 lata w muzycznej szkole na gitarze klasycznej, ale też śpiewów solfeżowych było trochę.
No i tak dzisiaj jak to lubię sobie poeksperymentować z gitarą, jakieś riffy powymyślać, a nóż na jakiś kawałek swój własny czy pomysł, koncept wpadnie pobrzdąkałem. I w zasadzie już chciałem kończyć zabawę, bo nie mogłem żadnego sensownego brzmienia na solową gitarę ukręcić, pozostając jedynie z jakimś skrawkiem gitarowym i perkusją - nagle pomyślałem że może dla jaj spróbuję dośpiewać coś do tego

.
No i kombinowałem co by pasowało, jaki tekst i linia melodyczna - i kawałek Alone (Jamesa LaBrie) wydał się bardzo podobny do tego motywu, wręcz jakbym inspirował się - więc "zapożyczyłem" trochę wokalu ze wstępu i spróbowałem dośpiewać.
Oto co wyszło:
http://w571.wrzuta.pl/audio/8FXyhMbyYtX ... est_vocallwiem że jest okropny fałsz - i już tłumaczę z czego w głównej mierze się bierze:
starałem się uzyskać jakąś taką fajną chrypę (bo zawsze mi się takie wokale bardziej podobały niż na "clean'ie") no i ta chrypa raczej w nieodpowiedni sposób wytwarzana (bo po tym gardło drapało trochę) powodowała że ciężko mi było wydobyć wyższe dźwięki czysto - czy przejścia co słychać

. Na czysto bym zaśpiewał dużo lepiej, bez takiego rażącego fałszu, jednak chciałem z jakimś "bajerem"

.
Co do jakości - wiem że beznadziejna - mikrofon komputerowy za 15 zł pewnie, owinięty gąbką jakąś + nałożyłem jeszcze jakieś gitarowe overdrive'y w programie na ten wokal żeby ta marna jakość jakoś się wybroniła niby "celowym" zniekształcającym zabiegiem.
Szczerze nigdy nie myślałem o sobie jako o wokaliście, zawsze chciałem wymiatać na gitarce, jednak ostatnio chodzi mi po głowie chęć nagrania jednego kawałka swojego z własnym wokalem i gitarami. W zasadzie mógłbym zrobić cały kawałek sam od A-Z dogrywając jeszcze bas do tego, to nie problem, perkusja w programie również. Po prostu ta chęć nie daje mi spokoju i myślę intensywnie o tym. Zdaję sobie sprawę że żeby dobrze śpiewać trzeba ćwiczyć latami, te wszystkie ćwiczenia na forum itp. jednak może w jakimś stopniu byłbym w stanie za jakiś czas zaśpiewać coś - może nie z jakąś taką fajną chrypą jak Corey Taylor, ale coś takiego "crunchowego" lekko

.
Co sądzicie? Jest jakiś zalążek potencjału, czy lepiej pacnąć się w głowę i wrócić tylko do gitary?
Wiem że to nagranie za wiele nie pokazuje przez te zniekształcenia i marną jakość, jutro postaram się coś "klarowniejszego" nagrać np moze Urke Wilków czy coś w ten deseń - na czystym wokalu.
Pozdrawiam i liczę na Waszą opinię
